Co jakiś czas natykamy się na prawicową narrację, że wszystkie osoby transpłciowe mają tak naprawdę schizofrenię i uznawanie się za kobietę/mężczyznę/osobę innej płci niezgodnie z genitaliami jest zupełnie takie samo jak uznawanie się za Jezusa lub Napoleona. Strasznie mnie to denerwuje, więc siedzę i piszę, co w tej narracji jest nie tak.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławka hejci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławka hejci. Pokaż wszystkie posty
Wpis tylko dla pro-life
Wpis tylko dla pro-life. Jeśli jesteś za zabijaniem dzieci, nie czytaj całości. Takich jak ty się nie da przekonać, dlatego jest tylko jeden akapit dla was. Może was on zaskoczyć. Jestem pro-choice, pokaż mi akapit dla mnie.
Oczywiście, że nadal jestem za wyborem, jestem normalna. I serdecznie przepraszam za to T-4 na początku, chyba przesadziłam w naśladowaniu narracji pro-life.
Zmieniłam zdanie. Już nie jestem pro-choice. Jak samolubna i zaślepiona musiałam być, żeby przyzwalać na zabijanie dzieci? I jeszcze tego broniłam. Na protesty chodziłam. Czarny marsz, manifa, inne pochody morderczyń. A już wkrótce efekty tego wszystkiego... pierwsze czytanie projektu ustawy.
Poznałam historie wspaniałych ludzi, których własne matki (!) chciały z zimną krwią zamordować. I przez co? Przez choroby, przez niepełnosprawność. To jak Holokaust. Wszystko się przecież wtedy zaczęło od usuwania pacjentów. Ale nawet wtedy, w akcji T-4, nie zabijano w łonie matki, gdzie każdy powinien czuć się bezpiecznie, być obdarzony prawdziwą matczyną miłością. Ci tutaj jednak urodzili się, by nieść świadectwo cywilizacji życia
Antychemicy
Co jakiś czas widuję coś, co nazywam antychemizmem. Nie wymyśliłam tej nazwy, omawiana tu antychemiczka sama się tak nazwała. Ci ludzie nie chcą chemii w jedzeniu. Wolą to, co naturalne. Myślenie jest czarno-białe, natura i chemia stają się przeciwieństwami. Tylko że no właśnie... nawet woda zawiera tlenek wodoru
Co mnie wkurza w internecie?
Każdy kiedyś ich spotka w internecie. Ludzie, którzy potrafią tak zaorać każdy wątek, że człowiek ucieka, nawet jeśli wcześniej wypowiadali się interesujący ludzie i miała być interesująca dyskusja. No bo po co dyskutować z takim? Było o ewolucji, przylazł kreacjonista. Było o roślinach, przylazł altmedowiec. I spisek bigfarmy. Albo źli żydzi stoją za wszystkim. Możliwa jest tylko jedna reakcja. Stronniczy zbiór denerwujących zjawisk.
Z łódzkich szkół
Uwaga: wzmianki o przemocy seksualnej, także takiej, której ofiarą są dzieci.
Pod wpisem dziś będzie poniżej pasa, skarbie na blogu Katarzyny Paproty zalinkowany był tekst Seks-misjonarki. Jest on tak zły na tak wielu poziomach, że nie wiem, od czego zacząć. Był to dla mnie pierwszy przeczytany wpis Korwina, może po prostu to przez brak przyzwyczajenia. Przecież wiadomo, że Korwin jest od kobiet mniejszy (intelektem na pewno), słabszy i mniej inteligentny. Dlatego nawet w PE powinien zarabiać od kobiet mniej.
Przypadkowo jednak chodziłam do łódzkiej szkoły i uczestniczyłam w opisanych zajęciach. Dlatego czuję się w obowiązku coś o nich napisać. Nie mam co prawda pewności, czy dwie panie, które do nas przyszły, to są te dwie, o których pisze Korwin, ale to akurat nie zmienia mojej oceny tego tekstu.
Kasia Zosia
Jestem sobie na pewnej grupie facebookowej poświęconej duchowości, magii, psychologii i także religijności. Znam stamtąd świetnych ludzi, dwie Agi, jedną kobietę też Kruka, Wilka i innych. Każdy członek może tam założyć nowy temat i często zdarza się, że ktoś znajdzie w sieci artykuł na temat mniej lub bardziej związany z grupą, udostępni, podzieli się przemyśleniami i zachęci do dyskusji. Czasami blogerzy zakładają post, pod którym reklamują swoje posty, ja takiego nie mam. Blogerzy tam reklamują się w komentarzach pod swoim postem, a nowe posty są dla takich cudzych, znalezionych artykułów. Pewnego dnia na owej grupie znalazła się Kasia Zosia.
Wrzuciła (w nowym poście) artykuł o agresji i złości. Bardzo ciekawy, choć nie do końca bym się z nim zgodziła. Było w nim też kilka błędów – np. nazwano agresję emocją. I w komentarzach toczyła się dyskusja o agresji, złości i przydatności tej reakcji oraz tej emocji. Generalnie członkowie grupy uznawali, że artykuł jest niezły, ale trzeba go lekko poprawić i tak, agresja oraz złość są przydatne.
Wtedy wróciła Kasia Zosia i zaczęła udowadniać, że agresja jest emocją, a my jesteśmy źli, bo myślimy, że ona może nie mieć stuprocentowej racji. Admini skończyli dyskusję.
A Cejrowski się nie zna
Kiedyś darzyłam jakimś szacunkiem Wojciecha Cejrowskiego. I oglądałam Boso przez świat w niedzielne poranki. A potem na etyce dano nam do obejrzenia film o obozach koncentracyjnych w Korei Północnej.
Nie zdążyliśmy obejrzeć w szkole całego filmu Historie z Yodok. Nauczycielka kazała nam go dokończyć w domu i wysłała link do nagrania.
Konserwatyzm
Jeszcze trochę hejtu, przejedziemy tym razem po pewnych poglądach. Podkład muzyczny do wpisu: Kiedy rozum śpi, Budka Suflera.
Są moim zdaniem rzeczy, których należy się wstydzić. Niekoniecznie chcielibyśmy się pokazać znajomym jako fani McDonald's. Niekoniecznie chwalimy się popełnianiem błędów ortograficznych. Po prostu chcemy wyglądać na inteligentnych ludzi.
Zadziwiające jest więc, że konserwatyści nie wstydzą się swoich poglądów.
Skąd tyle nienawiści?
Podręcznikowy przykład hipokryzji idealnie nadaje się na początek cyklu Sławka hejci.
Poznajcie Beatkę!
Na jednej z grup na fb spotkałam taką jedną spamującą. Zaglądam do niej na bloga. Na blogu Beatki jest układ kafelkowy, na stronie głównej widać tylko obrazki i tytuły. Fajny układ, jeśli umieszcza się obrazy w tekstach, a Beatka często tego nie robi i pozostają napisy Image not available. Beatka kiedyś nazywała się Pozytywnie Nastawioną. Wielkimi literami, bo Ona Wszystko pisze wielkimi literami. Brzmi to tak, jakby ciągle pisała o jedynym Bogu swojej monoteistycznej religii. I tym jedynym Bogiem jest Ona sama, jakaś Kobieta, jakiś Człowiek lub jakieś Dziecko czy nawet Blogowanie. Blogowanie stało się częścią mnie i nie potrafię już bez Niego żyć.
Gdy ja tam trafiłam, nie była już Pozytywnie Nastawioną. Była Wojowniczką Dobra. Potem przypadkowo skasowała bloga i nazwała się w nowym miejscu Dziewczyną Aniołem. Nazwy zmienia tak często, że nie nadąża za własnymi zmianami i w zakładce O mnie wciąż ma nieaktualną nazwę. Wybiera bardzo patetyczne nazwy. Wzniosłe. Pod takimi nazwami pisałabym o pomaganiu ludziom, o akcjach charytatywnych, może o religijności, ale nie tak, jak ja piszę o religijności. Nie opisując, tylko pisząc o przeżywaniu religijności i mistycyzmie.
Dla Dziewczyny Anioła nazwa jest po prostu sygnałem dla świata. Mamy widzieć, że to osoba o wysokim poczuciu własnej wartości.
(Nie)kochani katole
Ogromną ilość bzdur na temat wielu religii, nie tylko własnej, rozpowszechniają katole. Odróżniam tu katola od katolika. Czasami nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, gdy mówią te swoje mądrości i nie przemawiają do nich sprzeczne z nimi fakty.
- Hinduizm to nie religia. Buddyzm też nie. Islam tym bardziej. A prawosławie to sekta.
A co to religia? Nie wiesz? No to jak oceniasz?
Prawda jest taka, że definicji religii jest wiele, a katol zwykle nie zna nawet jednej. Religię zaś uznaje za tytuł szlachecki nadawany za bycie wyjątkowo popularnym w jego wiosce. Żeby było zabawniej, z wymienionych definicję religii spełniają moim zdaniem wszystkie. Tu są różne definicje, z tym, że np. ta Hobbesa jest beznadziejna. - Ich religia czerpie wiele z pogańskiej wiary, a nasza nie!
A podrzuć takiemu parę faktów o jego religii, to zostaniesz sługą Szatana. - Polak musi być katolikiem.
Może. Złota wolność, na słowo musi jest jedynie gest Kozakiewicza.
Turbosłowianie nie są miłośnikami Słowian!
Moja przyjaciółka szukając obiegu azotu w przyrodzie (praca domowa z biologii) znalazła słowiańską stronę i wysłała mi link, bo pewnie mnie zainteresuje. Wchodzę i patrzę: WEDY. No nie, tak się nie bawimy. Ale obieg azotu w przyrodzie był.
Mordercze absurdy
Ona: zakochała się. Nigdy jeszcze przy nikim tak się nie czuła. Niedługo wyjdzie za mąż. Sama sobie zazdrości faceta, który jest tak niezwykły. On: kocha ją. Są razem już jakiś czas i planują ślub. W USC załatwiają formalności, uzgodnili wszystko z żercą.
Ona: zaszła w ciążę. Małżeństwem są pół roku. Jest przeszczęśliwa. Z mężem nie mogą zdecydować się na imię dla ewentualnego chłopca, choć imię żeńskie łatwo wybrali. Wszyscy udzielają jej mnóstwa rad co do zdrowia w czasie ciąży, opieki nad dzieckiem i wychowania. On: nie wiedział, że można być tak szczęśliwym. Myśli nad zakupem większego mieszkania, choć żona twierdzi, że obecne jest dobre. Trochę jej zazdrości - tak naprawdę to ona przeżywa ciążę, a on może tylko od niej się dowiedzieć, że dziecko się poruszyło. Przynajmniej na razie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















