![]() |
| Fot. Michael Monroe, źródło |
Przed pewną lekcją obgadywałam z jedną dziewczyną przystojnych celebrytów. Rozmawiałyśmy o niemieckim aktorze wyglądającym zupełnie jak bohater pewnej powieści i o mojej miłości do blondynów. Zadzwonił dzwonek. Miała mi wysłać jego nazwisko. Ja jej miałam wysłać nazwiska tych blondynów. I zdjęcia.
Na lekcjach katolicyzmu siedziałam z tyłu. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam wysyłać jej na facebooku zdjęcia. Tymczasem ona wysłała mi SMS z nazwiskiem. Tom Gramenz, sobowtór Felixa Polona. Bardzo ładny mężczyzna (albo chłopiec, niby rocznik 1991, ale nie wygląda). Wymieniłyśmy się uwagami, ale na pytanie, czy mam przez niego trzepoczące nastoletnie serduszko (sic!), odpowiedziałam, że bardziej na mnie tak działa Michael Monroe.
– Cooooooo?!!!
Odpisałam, że ma go na fb. Napisała trzy SMS-y.
– Bo jak go wpisuję, to wyskakuje jakiś umalowany wokalista...
– To ten?
– To nie ten, prawda?!!!
Przydałoby się w końcu odpisać.
– ...to ten.
– ...












