W tekście Znikasz, tato napomknęłam trochę o zjawisku popduchowości. Jest to niepokojący trend w duchowości i religii, coś więcej niż zwykły synkretyzm religijny. Obejmuje np. kulturalne zawłaszczenie.
Spróbujmy przyjrzeć się i synkretyzmowi, i popduchowości.
Muzyką pop nazywamy miękką wersję rocka przeznaczoną dla szerokiego grona odbiorców, udającą, że ma jakieś głębsze treści, gdy ich nie ma, na której zarabia się mnóstwo pieniędzy. W sferze duchowości istnieje coś, co zachowuje się podobnie. Tak najprościej można by opisać popduchowość. Można by ją jednak opisać krócej. Krótko: popduchowość to jest to, że weszłam do sklepu w Krakowie i zobaczyłam tęczowy łapacz snów obok Buddy. Istnieją pophistoria i popfeminizm, a przynajmniej ja spotkałam się z takimi określeniami, popduchowość też może.
Nagrodą za przeczytanie wpisu jest filmik! Umieściłam go na samym końcu.















