Wspomnienia

26 maj 2016
pokrywa skrzyni w grobowcu Tutenchamona, Tutenchamon otrzymuje kwiaty od żony,  Tutankhamun receives flowers from Ankhesenamun; źródło: Wikipedia
Anchesenamon i Tutenchamon
W tym tekście trochę pozmyślałam, co chyba nie jest dziwne. Nie mam informacji by na mumii zidentyfikowanej jako matka dzieci Tutenchamona były ślady takiej śmierci, nie znam też imienia matki Tutenchamona ani nie wiem, kim był Semenchkare, nie wiem, czy realnie przedstawiłam losy Anchesenamon. Mogłam tylko założyć to, co mi bardziej pasowało.
Anchesepaton wspomina.
Bawiła się lalkami z Meketaton i Meritaton. Były od niej starsze, ale lubiły się z nią bawić, bardziej niż z Taszerit, Setepenre i Neferneferure. Tutanchaton miał kilka miesięcy, ciotka Satamon trzymała go na kolanach.
Do komnaty wszedł ojciec. Dziewczynki podniosły się z podłogi. Przez moment rozmawiał z ciotką, a potem bawił się z nimi chwilę. Siedziała mu na kolanach i pytała, co oznaczają hieroglify na jego złotym pasie.
A potem wszedł Paatonemheb. Wysoki, sztywno wyprostowany, z wydętymi wargami i groźną miną. Już wtedy go nienawidziła, chociaż jeszcze nic nie rozumiała.
Na tym skończyła się zabawa tamtego dnia.
Paatonemheb nie przynosił dobrych wieści.
Anchesepaton wspomina.
Służąca położyła stożek zapachowy na głowie Anchesepaton. Dziewczyna odwróciła się do Semenchkare. Jeszcze chwilę temu pomiędzy nią, a nowym faraonem były dwa wolne miejsca. Teraz były już zajęte.
Zmarszczyła brwi.
Jak to się stało, że dla jej rodzonej siostry ważniejsi byli Mutnemdżet i Paatonemheb, na którego właśnie patrzyła?
- Księżniczka zdziwiona? - zapytał generał uśmiechając się.
Nie da mu tej satysfakcji. Przecież miejsca na uczcie były wcześniej rozdzielone, ktoś wiedział, gdzie oni będą siedzieć. To, że nie wtajemniczono jej w ten plan o niczym nie świadczy.
Jej siostra wkrótce zmarła. Kemet po dwóch latach znów stracił faraona, tym razem Semenchkare. Nie mogła nawet należycie opłakać Meritaton, ponieważ kraj jej potrzebował. Przecież musiała czynić Maat.
Została żoną Tutenchatona, tak jak chciał dziadek. Tak jak mu podpowiedziała.
Pewnego dnia będąc sama grała na sistrum i recytowała w myślach hymn do Atona. Zaczęła go mówić szeptem. Wszedł Paatonemheb. Skłonił się tak, jak należało przed Wielką Małżonką Królewską, Panią Obydwu Krajów. Informował ją o jakichś poczynaniach Hurytów i pytał, gdzie jest jej mąż. Nie pamiętała tego dokładnie. Pamiętała zaś półuśmiech i błysk w zimnych, ciemnych oczach.
- Niedługo koniec herezji.
Zostawił ją samą. Przez chwilę nie mogła się ruszyć. Wrócić do wielu bogów? Pamiętała o Szu, czyniła Maat. Ale Aton…
Mieliby czcić i Ozyrysa, i Izydę, i Hathor, i Horusa?
Potrząsnęła głową. To było dawno. W czasach złej herezji. Starała się nie myśleć o tamtych czasach za często. Przecież nie ma już Anchesepaton.
Anchesenamon wspomina.
Złotnik przynosi piękną, złotą laskę wysadzaną turkusami i krwawnikami. Chciała dać ją mężowi, gdy tylko ten wróci z polowania. Oglądała przedstawione sceny. Były jak żywe. Boginie sęp i kobra.
- Piękna robota. Słusznie mi mówiono, że potrafisz stworzyć wszystko jak żywe.
Złotnik przyklęknął na jedno kolano.
- Zaszczytem jest wykonać przedmiot dla Władcy Obydwu Krajów i na zlecenie jego Wielkiej Małżonki.
Podniósł się. Był karłem, więc nadal patrzyła na niego z góry.
Na dziedzńcu pojawiła się służąca, Mutneferu. Lubiła ją. Była to bardzo spokojna dziewczyna, ale teraz biegła w wielkim zaaferowaniu. Podbiegła do niej.
Achnesenamon i chwyciła ją za ręce.
- Przybył posłaniec. Mówi że Pan Obydwu Krajów, wielki fara…
- Co się stało?! - przywołała służącą do porządku. Przecież widać, że sprawa jest poważna, a ta się bawi w tytulaturę.
- Złamał nogę, w dodatku ma atak malarii. Nie wiadomo, czy przeżyje.
Zmarł. Należało czynić Maat i odprawić uroczystości pogrzebowe. Pozwoliła sobie podarować ukochanemu wianek z kwiatów. Kwiaty, przecież Tutenchamon lubił kwiaty.
Należało czynić Maat i iść dalej. Należało wyjść za mąż. Potrzebowała dziecka, które odziedziczyłoby władzę. Najchętniej panowałaby sama. Nie chciała nowego, kolejnego męża. Gdyby jej córki żyły...
Anchesenamon wspomina
Coś jest nie tak. Coś jest nie tak. Powinna była się cieszyć. Powinna? Czegoś tu nie ma.
Dlaczego dziecko nie płacze? Dlaczego? 
Położna uderzyła jej dzieciątko jeszcze raz. Wszystko zrobiło się zamazane. 
Położne mówiły, że będzie mieć jeszcze wiele dzieci. Mówiły, że będzie dobrze. Mówiły.
Anchesenamon wspomina
Druga ciąża. Tym razem urodzi zdrowe dziecko. Za dwa miesiące poród, a wszystko wskazuje, że jest dobrze. Co by się mogło stać? 
Chyba pomyślała to w złą godzinę. 
Skąd tu tyle krwi? 
To minęło. Może rację mają ci, którzy odradzają małżeństwa między krewnymi. Może to nie jej wina, a Tutenchamona, może z kolejnym mężem zajdzie w kolejną, tym razem zdrową ciążę. Nie ma już na szczęście męskich krewnych do poślubienia, poza jednym Ajem. A on nie weźmie drugiej żony.
Anchesenamon wspomina.
Nie chciała swoich poddanych. Dworzanie, wyżsi urzędnicy... nie było tam nikogo odpowiedniego. Paatone... Horemheb. Jego pozycja jest zbyt wysoka, na tyle wysoka, że rozsądek nakazywałby wziąć go pod uwagę. Zemdliło ją. Fuuj.
Mogłaby zignorować swoje obrzydzenie i czynić Maat. Ale nie taka była Maat. Anchesepaton mogłaby istnieć i czcić Atona, gdyby nie Horemheb... Nie.
Przypomniała sobie sytuację Kemetu przez te wszystkie lata. Za jej ojca było gorzej. Nie dlatego, że czcili Atona, a dlatego, że tylko czcili Atona. 
Odeszli od Atona, by udobruchać kapłanów i poprawić sytuację wewnętrzną. Całe panowanie Tutenchamona było naprawą tego wszystkiego.
A teraz mogliby zająć się nie tylko naprawianiem, ale i ulepszaniem. Ale została sama.
Horemheb nadawałby się do tego, ale to obrzydliwe. Nie potrafiłaby znieść dnia... a co gorsza nocy... z tym człowiekiem. Nie. Celem polityki Kemetu powinno być umocnienie swej pozycji wśród innych krajów. A im zagrażają wrodzy Hatti, jak zawsze.
Dlaczego zawsze walczyliśmy z Hatti?
To pytanie pojawiło się nagle. Zawsze było całkiem oczywiste, że są wrogami. Ale za panowania Atona mówiono o pokoju. Może da się coś zrobić?
Władcy innych państw wysyłali na dwory faraonów swe córki, by zachować pokój. Weźmie od któregoś z nich syna. Od Suppiluliumy.
Nienawidziła Hetytów, ale mniej niż Horemheba.
Suppiluliuma ma synów, którzy już są królami. Wyśle jej może jednego z nich i do terytorium Kemetu dołączy się kolejna ziemia. A jak nie, to przynajmniej będzie pokój z Hatti.
Anchesenamon wspomina.
Jak żebraczka. Żebraczka. Ja, Pani Obydwu Krajów.
Hatti ośmiela się podważać czystość jej intencji! Jej. Hatti!
Są powody, by żebrać o syna tego Hatti. Doskonale o tym wiedziała. Dlatego wzięła pustą tabliczkę i zaczęła pisać odpowiedź. Musi znieść upokorzenie. Upokorzono ją i nie może nikogo za to ukarać. Nie była przyzwyczajona do czegoś takiego.
To nie miało być jej ostatnie upokorzenie

Hatti i Egipt przysięgają sobie wieczną przyjaźń!

Anchesenamon wspomina
- Twój hetycki wybranek zmarł - oznajmił Horemheb patrząc jej prosto w oczy
Westchnęła. Domyślała się, że Horemheb przyłożył do tego rękę.
- Jak zginął?
A raczej, jak go zamordowałeś?
Wyobraziła sobie reakcję ojca Zannanzasa. Kolejna wojna z Hatti. Bo Kemet musi z nimi walczyć. Bo nigdy nie wydano kobiety z krwi faraonów za obcego. Bo Horemheb jest tradycjonalistą. To w końcu on miał wpływ na powrót do wielobós... To w końcu on miał wpływ na zakończenie herezji jej ojca Echnatona... Amenhotepa.
Niech Hatti zaatakuje Kemet! Niech go zniszczy, jeśli tylko Horemheb zginie w walce. Nie, nie w walce. Jako jeniec. Jako pohańbiony jeniec wojenny niech będzie torturowany i zamordowany w najbardziej okrutny sposób, jaki Hatti znają. Niech wszystkie okropieństwa jakie słyszała o czasach Hyksosów, przed Jahmesem, zbledną przy tym, co Hatti zrobią z Horemhebem. Jego oprawcy mają budzić się z krzykiem po nocach, świadkowie przeklną swe oczy, za to, że to widziały.
Anchesenamon wspomina
- Co zamierzasz zrobić?
Anchesenamon popatrzyła na ciemną, pomarszczoną twarz dziadka.
- Nie wiem. Potrzebuję czasu. Hatti był całą moją nadzieją.
Aj westchnął
- Jesteś ostatnia. Musisz kogoś poślubić. Horemheb...
- Zmusi mnie do ślubu i uczyni siebie faraonem. Wiem.
Spojrzała na sklepienie komnaty. Zawsze, gdy czuła się samotna, patrzyła na niebo, na tarczę Atona. Amona. Modlitwa do niego przepędzała samotność. A teraz była w komnacie i choć niebo i Amon gdzieś tam nad nią byli czuła się przeraźliwie samotna. Jednak ostatnio natykała się na Horemheba niemal zawsze, gdy opuszczała swe pokoje. To wystarczało, by w nich pozostawać.
- Zabił Zannanzasa.
- Przejmij władzę - powiedziała odrywając wzrok od sufitu - Jeśli to konieczne, uczyń mnie swoją małżonką. Ale musisz zostać Panem Obydwu Krajów. Kemet cię potrzebuje.
- Ale, Anche...
- Rozkazuję ci! Jestem faraonem i ci rozkazuję. Wykonaj mój rozkaz. Jeszcze dziś zostanę twoją żoną. Nie musisz odsyłać Teje. Możesz ją nawet uczynić Wielką Małżonką Królewską, jeśli chcesz. Pozwalam ci.
Anchesenamon wspomina
Jest dobrze. Horemheb dał jej spokój, Aj dzielnie sprawdza się jako Pan Obydwu Krajów. Już nie był tylko wezyrem, Komendantem wszystkich wierzchowców Jego Majestatu oraz Osobistym pisarzem króla, teraz był Kheperkheperure. Walki z Hatti to sytuacja zwykła, a sytuacja wewnętrzna jest dużo lepsza, niż mogłaby się spodziewać.
Odebrała służącej tacę, którą ta niosła do komnaty Aja. Chciała z nim porozmawiać sama, obecność służącej była jej nie po myśli. Spojrzała na tacę w swoich dłoniach. Dwa napoje. Przecież Aj nie wiedział, że idzie do niego... Teje? Ona nie pija piwa jęczmiennego. Kto tam jest?
Cóż, ktokolwiek to jest, może jego również odesłać. Niby nie jest Wielką Małżonką Królewską, ale kto jej nie posłucha? Otworzyła drzwi... i zamarła.
Horemheb
Zbierał się już do wyjścia, więc minęli się w drzwiach.
- O czym ty z nim rozmawiałeś?
- Potrzebuję następcy tronu.
Jestem jedyną osobą, w której płynie krew faraonów. Mogłabym urodzić ci następcę. Ale nie tknąłeś mnie, bo miałam wyjść za mąż. Właśnie miałam ci powiedzieć, że wiem, za kogo. Horemheb nie będzie twoim następcą, bo nie jesteś prawdziwym faraonem, nie masz krwi faraonów, to tylko moja łaska pozwala ci rządzić.
- Jedynym następcą tronu może być mój syn.
- Nie urodzisz mi żadnego syna. Rodzisz martwe dzieci. Teje też mi go nie urodzi. Chcę, by zastąpił mnie ktoś...
- To Tutanchaton płodził moje córki. Jesteś faraonem tylko na moje życzenie. A Horemheb nie ma synów. Jego żona, a moja ciotka, mu ich nie urodziła.
- Skoro twierdzisz, że komuś innemu urodzisz zdrowe dziecko, czemu nie miałabyś zostać żoną Horemheba?
- Bo życzę dobrze sobie i Kemetowi.
Odwróciła się i wyszła z komnaty. Nie znała tego człowieka. Znaczy, znała. Ale to nie był Aj, to był drugi Horemheb w ciele Aja. A pierwszy Horemheb wciąż był na korytarzu.
- Tutanchaton? - rzucił w przestrzeń, chyba do niej.
Zamarła. Imię. Jedna głoska. Jedna, jedyna głoska.
Anchesepaton wspomina
Atonie, tylko ty jesteś bogiem. Tylko ty jesteś, tylko ty zawsze byłeś. Przebacz mi, Atonie, odejście od ciebie. Przebacz mi, przebacz Tutenchatonowi. Przebacz mu, Atonie. Poznałam twój gniew.
Ukarałeś Anchesenamon. Ukarałeś ją. Ale Anchesepaton nikt nigdy nie zgwałcił. Nikt jej nie uderzył, ani nie upokorzył, nie poroniła. Nikt nigdy nie skrzywdzi Anchesepaton.
Anchesepaton odgoniła wspomnienia swoje i Anchesenamon. Jej nikt nie skrzywdzi, bo Aton ją chroni.
Sztylet był naszykowany. Wiedziała, gdzie jest serce. Umiała w nie trafić.
Anchesepaton nie zadrżała ręka. Zginęła szybko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz